Cały dzień upłynął na ocieraniu kropelek potu z czoła. Pamiętam ten dzień doskonale. Żar, duchota, aż nagle grzmot i ciemność. Burza - mistrzyni basu i efektów wizualnych - przyszła nagle. Z jednej strony na niebie wiły się pociągłe linie, jakby sam Bóg palcem zebrał śmietankę z kawy, a z drugiej ciężkie, kłębiaste i groźne chmurzyska, które niosły ze sobą deszcz i strach. Niebo porzucało w nas gradowymi kulkami.
Zawsze kiedy patrzę w Niebo i widzę wyrysowane tam obrazy, uświadamiam sobie jacy jesteśmy mali i że niewiele znaczymy. Dla Burzy jesteśmy tylko masą domków dla lalek, które można zalać lub zdmuchnąć bez większego wysiłku. Ogrom zjawisk atmosferycznych poraża. Chyba lepiej nad tym się nie rozwodzić...
Zdjęcie wykonane 20 maja 2013 w Wejherowie
I threw my head back and stared at the sky. It was amazing. The storm was coming. In the sky there were a picture as God drew lines with his finger in a cup of coffee. There were also very heavy, dark and scary clouds which carried rain and fright.
I realized how fragile we are...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz